Kulturowy kocioł / Mapa podróży

Magiczna Ruta 40 – Argentyna od krańca do krańca

Długa, bardzo długa, miejscami kręta, miejscami przez setki kilometrów ciągnie się w linii prostej, czasem asfaltowa, częściej szutrowo-gruntowa, wyboista, pokryta błotem i kurzem. Wiedzie przez majestatyczne Andy, fantazyjne wąwozy, budzące przerażenie przełęcze, zielone równiny, zlewające się z liną horyzontu winnice, wyjęte z alpejskiego pejzażu dolinki, kolczastą i monotonną pampę, wioski o zaledwie dwóch czy trzech ulicach, zatłoczone stolice argentyńskich prowincji… na każdym kilometrze magiczna. Ruta 40.

Argentyńska droga krajowa RN 40 – legendarna Ruta 40

Ruta 40

W La Quiaca – sennym miasteczku na skraju Argentyny, podającym bratnią dłoń boliwijskiemu Villazón – nie ma praktycznie nic. Spora wysokość nad poziomem morza przyprawia o straszny ból głowy, zmęczone twarze o silnie indiańskich rysach zdradzają, że ludzka egzystencja nie należy tu do najłatwiejszych, a praktycznie nieistniejąca kontrola graniczna stanowi ujście dla porywistej rzeki białego proszku i nielegalnego handlu ludźmi. Jest jednak coś w tym miejscu, co jak magnes przyciąga poszukiwaczy przygód. Przyciągnęło też i nas – ma tu swój początek, a właściwie swój ostatni kilometr, legendarna Ruta 40, jedna z najdłuższych, najmniej ruchliwych i najpiękniejszych dróg świata.

Ruta 40 na mapie

Ruta 40 stanowi oś o długości 5200 kilometrów spinającą północny kraniec Argentyny z południowym, będącym jednocześnie najdalej wysuniętym na południe punktem południowoamerykańskiego kontynentu. Historia tej mitycznej drogi sięga lat 30. XX wieku, gdy w Argentynie postawiono na rozwój sieci dróg, którego celem miało być stworzenie komunikacji pomiędzy najbardziej odciętymi od świata, ginącymi u podnóży Andów zakątkami kraju. Na przestrzeni prawie osiemdziesięciu lat trasa Ruty 40 wielokrotnie się zmieniała, a jej obecny bieg z pewnością nie jest ostateczny. Nieraz mijamy drogowskazy z napisem „EX-Ruta 40”, które dziś prowadzą już tylko na manowce. Liczne modyfikacje przebiegu drogi są wynikiem budowy nowych, asfaltowych fragmentów, unikania skrzyżowań z torami kolejowymi czy odkrywania walorów turystycznych wielu dotychczas nieznanych miejsc. Spogjądając na mapę trudno nakreślić jedną jedyną trasę Ruty 40 – to droga, którą maluje w tumanach kurzu każdy, kto decyduje się w nią zapuścić. My startujemy z punktu końcowego, La Quiaca. Załoga: Polka, Hiszpan i Larry – nasz trzydziestoletni kamper.

Podróżniczy kalejdoskop

Podróż z jednego krańca Argentyny na drugi to niekończąca się lekcja geografii i historii. Ruta 40 rozwija się niczym dywan z wysokości ponad 4000 metrów nad poziomem morza do zaledwie 39, by finalnie stopić się z roztrzaskującymi się o skalisty brzeg falami Atlantyku. Biegnie przez 11 prowincji, 236 mostów, wspina się ku chmurom przez 27 przełęczy górskich, przecina 18 ważnych rzek, wije się brzegami 13 jezior, stanowi trasę dojazdową do ponad 20 parków narodowych i rezerwatów przyrody, prowadzi do najsłynniejszych tras trekkingowych świata, do stóp błękitnych lodowców, cienką nitką przecina biały ocean soli i bezkresne stepy Patagonii.  Każdy jej kilometr, każdy jej fragment, każda prowincja są inne, jedyne w swoim rodzaju, niesamowite.

Momentami pocimy się w czterdziestostopniowym upale, innym razem szczękamy z zimna zębami na szlakach wiodących przez podnóża pokrytych czapą wiecznego śniegu wierzchołków Andów Południowych. Pogoda zmienia się z godziny na godzinę. Czasem z chęcią wskakujemy do lodowatych jezior Patagonii, a następnego dnia marzenie o ciepłej kąpieli przyćmiewa wszystkie inne. Raz w strugach deszczu, nieprzeniknionej mgle, z burzą na horyzoncie, w samym sercu huraganu, innym razem w gorących objęciach słońca, w towarzystwie ciepłych, rozkosznie rozwiewających włosy podmuchów zachodniego wiatru.

Ruta 40 w Andach

Przeprawa przez Rutę 40 to także niesamowita podróż przez historię i dziedzictwo kulturowe Argentyny. Na północy długie jej fragmenty przykrywają oryginalne drogi olbrzymiego imperium Inków, a na południu dawne szkaki komunikacyjne Indian Tehuelche. Otaczające trasę obszary przez setki lat stanowiły scenografię dla najważniejszych wydarzeń w dziejach kraju. Były światkami najazdu konkwistadorów ze Starego Kontynentu, niezliczonych krwawych bitew, wypraw wojskowych, walk o niepodległość, ekspedycji badawczych, inwazji awanturników i poszukiwaczy przygód oraz okrutnych wydarzeń z czasów wojskowych dyktatur. Pędząc na południe mijamy kilkadziesiąt mniejszych bądź większych miasteczek, w których pamięć o burzliwej historii kraju jest wciąż żywa. Dziedzictwo kulturowe na trasie Ruty 40 jest ogromne i niesamowicie zróżnicowane. Jak w kalejdoskopie zmienia się architektura wiosek i miasteczek, mitologia ich mieszkańców, rysy twarzy, stroje, regionalne produkty, kuchnia…

Północny fragment Ruty 40

Ruta 40 początek

W północno-zachodnim zakątku Argentyny Ruta 40 biegnie przez cztery prowincje – Jujuy, Salta, Tucumán i Catamarca – od pierwszego kilometra zagłębiając się w punę, rozległy obszar położony na wysokości ponad 3000 metrów nad poziomem morza. Na tym odcinku droga krajowa nr 40 jest w 100% szutrowa, ruch uliczny jest znikomy, a mijane wioski, niezwykle urocze, są w stanie zaoferować tylko najbardziej podstawowe usługi i produkty.

Początkowe kilometry Ruty 40 w prowincji Jujuy, choć położone w bajkowej scenerii, nie dostarczają tak wielu atrakcji, jak biegnąca równolegle, nieco na wschód, w większości asfaltowa droga krajowa nr 9. Arteria ta przecina z północy na południe spektakularne pasmo wielobarwnych gór Quebrada de Humahuaca, prowadząc przez pełne lokalnego kolorytu wioski: Humahuaca, Huacalera, Tilcara, Purmamarca. Za niewidzialną granicą zwrotnika Koziorożca na zachód odbija droga nr 52, stanowiąca zarówno powrót na właściwą Rutę 40, jak i niesamowicie piękną trasę krajobrazową przez pustynię solną Salinas Grandes aż do wznoszącego się na wysokość 4200 metrów nad poziomem morza przejścia granicznego z Chile, Paso de Jama.

Po przejechaniu ponad trzystu kilometrów, wlokąc za sobą długi ogon popielatego kurzu, opuszczamy prowincję Jujuy i wjeżdżamy do Salty. Docieramy do pierwszego większego miasteczka na trasie, San Antonio de los Cobres. Krótki odpoczynek, uzupełnienie zapasów, zmycie grubej warstwy kurzu z auta i dalej w drogę. Kilkanaście kilometrów na południe Ruta 40 zaczyna piąć się ku niebu, a wspinaczka ta kończy się wysokości 4995 metrów nad poziomem morza na wierzchołku malowniczej przełęczy Abra del Acay. Potem jest już z górki, z przystankami w malusieńkich kolorowych wioskach La Poma i Cachi. Chociaż stan drogi nie rozpieszcza i na każdym kilometrze trzeba bacznie strzec opon przed szutrową masakrą, widoki są niesamowite. Im bardziej na południe, tym kolory stają się wyrazistsze. Wkrótce Ruta 40 wpada w korytarz skradających duszę dolin Valles Calchaquíes, w których czerwień skał elegancko przeplata się z soczystą zielenią łąk i śnieżną bielą kwiatów zdobiących potężne kaktusy cardones, by po kilkudziesięciu kilometrach przekształcić się w fantazyjny wąwóz strzał, Quebrada de las Flechas.  A od zachodu wiernie towarzyszą nam w podróży ośnieżone szczyty tajemniczych i samotnych pięcio- i sześciotysięczników. Tuż przed Cafayate robi się zielono, bardzo zielono. Gdzie nie spojrzeć, aż po linię horyzontu rozciągają się gigantyczne dywany winnic, które przecina czarna nitka świeżutkiego, długo wyczekiwanego asfaltu.

Ruta 40 północny fragment

Północna Ruta 40

Za skąpanym w winie Cafayate Ruta 40 na krótko, zaledwie na 40 kilometrów wpada do prowincji Tucumán, by następnie przemierzyć suchą i niesamowicie piękną Catamarkę. W tym regionie starożytne, przedkolumbijskie kultury pozostawiły po sobie liczne ślady w postaci imponujących ruin Quilmes i Shincal. Niewielkie miejscowości, takie jak Santa María de Yokavíl, Belén, Londres zapraszają na spacer po obszernym głównym placu oraz kuszą zapachem lokalnej kuchni i obietnicą popołudniowej sjesty nad brzegiem jednej z licznych tu rzek.

Centralny fragment Ruty 40 – Region Cuyo

Na tym odcinku Ruta 40 biegnie – regularnie przeplatając asfalt z szutrem – przez trzy kolejne prowincje: La Rioja, San Juan i Mendoza. Te zachodnie skrawki Argentyny zyskały ogromny rozgłos w 2012 roku – który zaowocował znacznym ożywieniem turystyki zarówno krajowej, jak i międzynarodowej – jako jeden z fragmentów legendarnego Rajdu Dakar.

Wraz z wjazdem do La Rioja Ruta 40 zapuszcza się do podnóży przepięknego masywu górskiego Sierra de Fatimana. Po drodze mijamy mikromiasteczka Alpasinche, San Blas i Pituil oraz nieco większe Chilecito i Nanogasta. A gdy te zostają daleko za plecami, przed oczami wyrasta jeden z cudów współczesnej architektury – przełęcz Cuesta de Miranda. Roztaczający się z niej widok zapiera dech, odbiera mowę i hipnotyzuje źrenice. Kilkadziesiąt kilometrów dalej, tym razem na zachód, docieramy do miejscowości Villa Unión – bram do urzekającego swym czerwonym kanionem Parku Narodowego Talampaya.

Przełęcz Cuesta de Miranda

Dalej na południe Ruta 40 wije się między kukurydzianym łańcuchem górskim Sierra del Maíz a kolorowymi wzgórzami Cerros Colorados i po krótkim czasie wpada do prowincji San Juan. Biegnie przez pustynne doliny Jachal i Tulum, a następnie przecina Avenidą Rawson stolicę prowincji o tej samej nazwie – San Juan. Nieco na wschód od miasta wznosi się największe sanktuarium czczonej w całej Argentynie ludowej świętej – Difunta Correa, a na południe od miasta rozciąga się bardzo ciekawy winny szlak „Ruta del Vino de San Juan”.

Po przekroczeniu granicy kolejnej prowincji, Menodza, Ruta 40 znów biegnie do samego centrum stolicy regionu, oferując za zachodzie cudowny widok na najwyższy szczyt Ameryki Południowej – Aconcaguę. To tu początkowo znajdował się zerowy kilometr tej legendarnej drogi, która od głównego placu Mendozy rozchodziła się w przeciwnych kierunkach. Dalej na południe są dwie możliwości: wzdłuż chilijskiej granicy lub przez San Rafael i pośród rozległych i monotonnych, prostych jak linijka dróg Pampy, przez most na rzece Colorado, aż do upragnionej Patagonii.

Krajobrazy prowncji La Rioja

Południowy fragment Ruty 40 – Patagonia

Mnóstwo ludzi kojarzy Rutę 40 przede wszystkim z Patagonią. Nie ma się czemu dziwić – prawie połowa całej trasy znajduje się właśnie na tym rozległym, zapomnianym przez świat obszarze. Przebiega ona tu przez cztery prowincje: Neuquén, Rio Negro, Chubut i Santa Cruz. Im dalej na południe, tym większa samotność na drodze, słupek rtęci leci w dół, deszczowe chmury szczelnie przysłaniają błękit nieba, surowa przyroda sprawia wrażenie dotarcia na koniec świata. A jednak to jeszcze nie ostatni przystanek…

Bezkres Patagonii

Ruta 40 wpada do Patagonii przez prowincję Neuquén, cienkim traktem rozwijając się po żółtobrunatnych stepach i pociętych głębokimi wąwozami badlands aż do miejscowości Zapala. Stąd ciągnie się po suchej ziemi oblanej żółtymi, czerwonymi i zielonkawymi wykwitami, będącymi pamiątką po ostatnim okresie ery mezozoicznej – kredzie. Po kilkuset kilometrach płaskiego krajobrazu nagle na horyzoncie wyrastają ośnieżone wierzchołki gór, a kolczaste krzewy pampasów zamieniają się w gęsty, zielony las. Ruta 40 łączy się z turystycznym korytarzem szlaku siedmiu jezior, znanego jako Ruta de los siete lagos. Jak nazwa wskazuje, trasa wije się u brzegów siedmiu polodowcowych jezior przez zielone serca dwóch przepięknych parków narodowych: Lanín i Nahuel Huapi. Po drodze mijamy bardzo turystyczne, pełne alpejskiego uroku miasteczka: Junín de los Andes, San Martín de los Andes, Villa la Angostura oraz znajdujące się już w prowincji Río Negro San Carlos de Bariloche. Region ten usiany jest kempingami, hotelami, wypożyczalniami sprzętu sportowego, agencjami turystycznymi, restauracjami, barami, kawiarniami etc.

San Carlos de Bariloche to najważniejszy ośrodek turystyczny argentyńskiej Patagonii, cieszący się sporym napływem miłośników gór przez cały rok. Latem, czyli w okresie od listopada do marca, oferuje łagodny klimat, krystalicznie czyste wody jezior, dziewicze lasy i praktycznie nieskończone możliwości aktywnego wypoczynku. Z kolei zimą przekształca się w największe centrum białego szaleństwa w całej Ameryce Południowej. Jadąc dalej na południe, cały czas wzdłuż imponującego kręgosłupa Andów, spoglądamy na mlecznoniebieskie wody jezior Gutiérrez i Mascardi oraz przyodziany białą czapą wierzchołek góry Cerro Catedral. Z niewielkiej wioski Villa Mascardi odchodzi droga w kierunku marzenia wielu miłośników gór – Cerro Tronador, najwyższego szczytu w całym regionie (3554 m n.p.m.). Ruta 40 nadal, ramię w ramię z chilijską linią graniczną, biegnie na południe w kierunku znanej z hippisowskiej atmosfery miejscowości wypoczynkowej El Bolsón.

7 lagos Ruta 40

Kilkanaście kilometrów na południe od El Bolsón mitycza trasa przecina równoleżnik 42˚S, który stanowi jednocześnie bramę wjazdową do prowincji Chubut. Na zachodzie krajobraz rozweselają turkusowe wody jeziora Epuyén oraz zieleń lasów malutkiego Parku Narodowego Lago Puelo. Tuż za nim rozciąga się autentyczna perełka patagońskiej przyrody – Park Narodowy Los Alerces, w którym znalazły schronienie wiekowe, spokrewnione z sekwoją cyprysy patagońskie. Poniżej Epuyén Ruta 40 odbija nieco na południowy-wschód i w przepięknej scenerii prowadzi przez Leleque i znajdujące się tam interesujące Muzeum Patagonii aż do urokliwej miejscowości Esquel, stanowiącej niegdyś ostatni przystanek słynnego starego ekspresu patagońskiego. Esquel pozostaje za plecami, a przed nami prawie 1200 kilometrów bezkresnych, ogołoconych z zieleni stepów – kwintesencja Patagonii. Ruch na drodze znikomy, stacji benzynowych jak na lekarstwo, szaleńczy wicher utrudnia każdy ruch, szutrowe trakty wydłużają się coraz bardziej, nieliczne miasteczka na trasie świecą wielką pustką. Na tym odcinku najgłębiej doświadcza się nie tylko samotności, ale również niczym nieskrępowanej wolności. Z zabitej dechami miejscowości Tecka odbija droga nr 25, która na przestrzał, niemalże w linii prostej prowadzi przez malowniczą dolinę rzeki Chubut aż do surowego wybrzeża Atlantyku i jego bogatej fauny. My pędzimy dalej w dół, natrafiając na pamiętającą historię kacyka Sayhueque wioskę Gobernador Costa oraz estancję Don José, na której można poznać tajniki hodowli owiec i gwanak. Po przejechaniu Río Mayo Ruta 40 w linii prostej biegnie aż do równoleżnika 46˚S i wkracza do kolejnej prowincji.

Ruta 40 w Patagonii

Santa Cruz przedstawia wyobrażenie najprawdziwszej, najgłębszej i najdzikszej Patagonii. Tej o bezkresnych przestrzeniach, niekończącym się błękicie nieba i rozpalonych złotem chmurach u schyłku dnia. W tym odległym miejscu częściej spotykamy stada gwanako niż ludzi. Nie ma się czemu dziwić, gdy dane mówią, że na kilometr kwadratowy przypada tu niewiele ponad jednego mieszkańca. Pokonujemy spory odcinek, na którym nie ma ani jednej miejscowości, tylko nieliczne olbrzymie gospodarstwa rolne, tak zwane estancje. Najbliższym miasteczkiem jest Perito Moreno. Wre tu jak w ulu. Na wielkiej stacji benzynowej i przyległym dworcu autobusowym koncentruje się całe podróżnicze życie. Jest to bowiem ważny węzeł komunikacyjny Argentyny. Można stad pojechać na zachód do Chile i następnie piąć się w górę malowniczą Carreterą Austral, na wschód aż do wybrzeża Atlantyku, na północ albo na południe Rutą 40, tak jak my. Droga znów wiedzie przez wyżłobione artystyczną działalnością wiatru i wody niskie wąwozy i fantazyjne formacje geologiczne. Zagłębiając się trochę na wschód w okolicach Bajo Caracoles, można dotrzeć do autentycznej perełki sztuki prehistorycznej sprzed 9 tysięcy lat – Cueva de las Manos, czyli jaskini z setkami wielobarwnych odcisków ludzkich dłoni oraz prymitywnych obrazków zwierząt i rozmaitych postaci. Dalej na południe Ruta 40 rozpina się przez gigantyczne pustkowie. Na wysokości Las Horquetas natrafiamy na zjazd do jednego z najspokojniejszych parków narodowych Argentyny, Perito Moreno. Między miejscowościami Gobernador Gregores i Tres Lagos szuter regularnie przeplata się z kiepskiej jakości asfaltem. Długie godziny wyboistej drogi ubarwiają wszechobecne stada gwanak, które z gracją wypasają się po poboczu lub podejmują desperackie próby przedostania się na drugą stronę jezdni. Kilkadziesiąt kilometrów poniżej Tres Lagos Ruta 40 wije się u brzegów dwóch wielkich jezior Patagonii: Viedma i Argentino – obok legendarnych szczytów Fitz Roy i Cerro Torre oraz fascynującego lodowca Perito Moreno stanowią one jedną z głównych atrakcji rozległego Parku Narodowego Los Glaciares. Na skraju drogi krajowej nr 40, po obu stronach parku, znajdują dwa główne ośrodki turystyczne Patagonii: El Chalten i Calafate. Kierując się dalej w kierunku Antarktydy z Ruty 40 można podziwiać niesamowity widok na chilijskie szczyty parku Torres del Paine. Po drodze mijamy położone w uroczej dolinie miasteczko Río Turbio. Nieopodal, po drugiej stronie granicy znajduje się chilijskie Puerto Natales. W tym miejscu Ruta 40 odbija na wschód wzdłuż równoleżnika 52˚S, stanowiącego jednocześnie granicę z Chile. Ostatnim miastem na trasie Ruty 40 jest Río Gallegos, stolica prowincji Santa Cruz. Stąd nasza mityczna droga biegnie swoim ostatnim fragmentem aż do przylądka Cabo Vírgenes, gdzie obok pięknej latarni morskiej ginie pośród tysięcy pingwinów w białych falach Oceanu Atlantyckiego. To tutaj, na skraju świata, u bram do Cieśniny Magellana, kończy się i zaczyna magiczna Ruta 40.

Koniec czy początek?

Droga w Patagonii

Oficjalnie 5200 kilometrów, w praniu wyszło ich grubo ponad 8000. Ruta 40 była dla nas domem przez 67 dni, trudno więc bez żalu przełknąć jej ostatni kilometr. Jednak, gdzie jedna droga się kończy, rozpoczyna się inna. Nieświadomi tego, że szuter, kurz, kałuże, głębokie dziury i samotność na trasie jeszcze długo nie dadzą o sobie zapomnieć, przeprawiamy się na drugą stronę Andów, tam gdzie czeka na nas nieco krótsza, ale podobno równie niesamowita chilijska Carretera Austral.


Wszystkie zamieszczone na blogu teksty są mojego autorstwa, a więc moją własnością, i nie zgadzam się na ich kopiowanie i wykorzystywanie bez mojej pisemnej zgody (Ustawa z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych). All rights reserved

5 thoughts on “Magiczna Ruta 40 – Argentyna od krańca do krańca

  1. Zazdroszczę podróży, wiodków, kampera 🙂 Trzymam kciuki za Carreterę Austral!
    A po niej Panamericana?

  2. WOW!!! Alez Argentyna jest piekna! Az mnie z zazdrosci skreca👿 Z niecierpliwoscia czekam co bedzie dalej! Buziaki

  3. Miło było wspomnieć przeżycia z podrozy po 40. W powrotnej drodze zakończyliśmy brakującą część od La Quiqci do Cafayate. Nasz samochód nowy, a dostał zadyszki wspinając się na przełęcz, ale przy zjezdzie odzyskał siły. W Cachi byliśmy 10 lat temu i wówczas 4o niaće była przejezdna. Wrócimy do Cachi by przejechć spokojnie rowerem do Cafayate, tomyczy kultowa trasa dla rowerzystów.
    Poznaliśmy się w Chiway. Życzymy Wam wielu przygód i przyjemności z drogi.
    Gala i Rysiek

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *