Kulturowy kocioł

Montevideo: Spędź jeden dzień jak mieszkaniec!

W Montevideo żyje się inaczej niż u nas. Mimo że stolica Urugwaju jest potężną aglomeracją, skupiającą w swych murach niemalże połowę mieszkańców kraju – prawie półtora miliona – codzienne życie toczy się tu leniwiej niż w Europie. W atmosferze każdego zakątka miasta wyczuwa się wszechobecny luz i chaos, o którym świadczy na przykład brak rozkładów jazdy autobusów miejskich.

Przeciętny mieszkaniec Montevideo niemalże każdego dnia znajduje czas na swoje małe, codzienne rytuały. Wykorzystaj swój pobyt w stolicy Urugwaju i chociaż na jeden dzień daj się wciągnąć w południowoamerykański rytm życia: zaparz yerba mate, wyjdź na miasto i zmień swoje podejście do życia!

Śniadanie w Montevideo i yerba mate

Typowe urugwajskie śniadanie niewiele ma wspólnego z zasadami zdrowego żywienia. Jeśli śniadanie, to na słodko! Pierwszy posiłek dnia składa się tutaj z kawy, rogalika albo tostów z dżemem lub karmelowym przysmakiem podobnym do naszej masy kajmakowej – dulce de leche.

Po ekspresowym śniadaniu zaparz w pękatym naczyniu yerba mate, napełnij termos gorącą wodą i nie rozstawaj się w nimi przez cały poranek, a jeśli polubisz ten specyficzny napój – przez cały dzień.

Mate i termos z gorącą wodą
Yerba mate po urugwajsku

W Urugwaju – podobnie jak w sąsiedniej Argentynie, Paragwaju i południowej części Brazylii – yerba mate jest napojem narodowym: pije się go codziennie i o każdej porze. Tradycja ta, odkryta i rozpropagowana przez Indian Guaraní, jest bardzo głęboko zakorzeniona w urugwajskiej kulturze i stanowi swoiste zjawisko społeczne. Pradawny sposób picia naparu z ostrokrzewu paragwajskiego przypomina rytuał palenia fajki pokoju przez północnoamerykańskich Indian. Zaparzone w naczyniu w kształcie tykwy święte ziele jest pretekstem do spotkań towarzyskich, do pogadania z kolegą, poplotkowania – nieustannie krąży z rąk do rąk w spontanicznie uformowanym kręgu.

Tradycja głosi, że pijąc yerba mate, nigdy nie jesteś sam. Nawet jeśli w danym momencie nie masz kompanii, to tak czy siak towarzyszy ci święty Tomasz, do którego obowiązkowo należy pierwsze „zalanie” naparu. Chociaż nieobecny, to skuteczny w działaniu, bo pierwsza porcja rzeczywiście znika – jest to jednak bardziej wynik absorpcji wody przez susz yerby niż magicznych praktyk.

Yerba mate piją wszyscy i wszędzie. Widok ludzi z naczyniem w kształcie tykwy w ręku z charakterystyczną bombillą i termosem z gorącą wodą pod pachą nie dziwi nikogo. Napar jest wszechobecny i pije się go nałogowo: na ulicy, w autobusie, na targu, w szkole, w pracy… Nie ważne, czy dźwigasz na rękach dziecko, czy niesiesz torby z zakupami, czy cokolwiek innego – termos pod pachą i mate w dłoni wydają się być dodatkowymi częściami ciała Urugwajczyków, które absolutnie nie przeszkadzają w wykonywaniu codziennych czynności.

Wybierz się na targ i zjedz empanadę

Mieszkańcy Monetvideo są miłośnikami targowisk nie dlatego, że lubią wydawać pieniądze, ale dlatego, że stwarzają one okazję do spotkania ze znajomymi, pospacerowania i poplotkowania. Na ulicach każdej dzielnicy stolicy Urugwaju przynajmniej raz w tygodniu rozkłada się wielobarwna mozaika straganów. Czasem targowisko jest tak wielkie, że zajmuje połowę dzielnicy.

Sklep muzyczny przy targowisku Tristan Narvaja
Sklep muzyczny przy targowisku Tristán Narvaja

Wart odwiedzenia jest odbywający się w każdą niedzielę pchli targ Feria de Tristán Narvaja, na który zjeżdżają się mieszkańcy z całej stolicy i okolicznych miejscowości. Można na nim znaleźć dosłownie wszystko: świeże warzywa i owoce, mięso, nabiał, odzież, meble, książki i mnóstwo wyciągniętych z zagraconych garaży i zapomnianych szuflad rozmaitych staroci. Ale jak już powiedziano, na trag niekoniecznie przychodzi się kupować – to po prostu miła forma spędzania wolnego czasu.

Podczas spaceru między straganami co krok w powietrzu unosi się mieszanka smakowitych zapachów dochodzących z licznych mobilnych budek z jedzeniem. Na szybką przekąskę doskonale nadają się empanadas, czyli złociste pierożki nadziewane mięsnym farszem, warzywami lub serem. Można również postawić na nieco mniej zdrowsze, ale uwielbiane przez Urugwajczyków rarytasy, takie jak chorizo (coś w stylu naszej białej kiełbasy), panchos (hot dogi), milanesas (podwójnie panierowane kotlety), choripán (hotdogi w wersji deluxe z kiełbasą zamiast parówki), meksykańskie tacos, niezliczone odmiany hamburgerów…

Czas na obiad, czyli robimy asado

Urugwajczycy są w 100% mięsożerni i nie ma się co dziwić – ten niewielki latynoamerykański kraj jest jednym z największych na świecie producentów wołowiny. Na jednego mieszkańca przypadają aż cztery krowy. Specjalnością tamtejszej kuchni – a wręcz daniem narodowym Urugwaju – jest asado, czyli mięsna uczta z rusztu (parilla).

Urugwajska parilla
Tradycyjna urugwajska „parilla”

Jednak z tym grillem jest zupełnie inaczej niż u nas… Urugwajczyk nie potrzebuje ani profesjonalnego rusztu, ani przyjemnej i eleganckiej oprawy. Asado można zrobić dosłownie wszędzie, a najlepiej smakuje, kiedy jest zaimprowizowane i w dużym gronie. Wystarczy znaleźć jakikolwiek przedmiot, który przypomina ruszt i jest odporny na działanie wysokiej temperatury, zaopatrzyć się w kilka pniaków drewna i dobry kawałek wołowiny lub kilka kiełbasek! A jeśli nie mamy gdzie, to rozpalamy grilla na chodniku przed domem. Na asado każdy dzień jest dobry!

Grill po urugwajsku jest nieco inny od naszego. Po pierwsze, brykiet jest tam zupełnie nieznany, a powszechnie stosuje się drewno eukaliptusa lub węgiel drzewny. Po drugie, nie smaży się mięsa na żywym ogniu, lecz pod ruszt wsypuje się wcześniej przepalone, rozżarzone kawałki drewna.

Koronnym mięsnym daniem Urugwaju jest lomo – po naszemu polędwica wołowa. Obok niej na parilli pojawiają się również kiełbaski chorizo (nie mylić z hiszpańską kiełbasą, to zupełnie co innego), żeberka wołowe, kaszanka (występuje w dwóch wersjach smakowych: na słono i na słodko z miodem i rodzynkami), uważana w Polsce za niejadalną molleja, czyli grasica, i wiele innych podrobów w rozmaitych kombinacjach. Mięsa z grilla się nie przyprawia! Jedynymi dopuszczalnymi dodatkami są sól i sos chimichurri, przyrządzony na bazie ziół, drobno posiekanego czosnku i oliwy.

Grilla obowiązkowo rozpala się na każdej mniejszej lub większej budowie. To wieloletnia tradycja, która jest restrykcyjnie przestrzegana, nawet w przypadku niewielkiego remontu w domu. W przerwie na obiad robotnicy biorą udział we wspólnym przygotowaniu asado, a po pożywnym posiłku wracają na swoje stanowiska. I jak tu remont miałby się nie udać?

Asado
Przerwa w pracy

Kiedy pada deszcz: tortas fritas

W ponure, deszczowe dni Urugwajczycy dla poprawy humoru zajadają się smażonymi plackami, przygotowanymi z mąki, wody, drożdży, soli i łoju wołowego. Na chodnikach miast i miasteczek jak grzyby po deszczu wyrastają mobilne budki, których właściciele smażą na głębokim tłuszczu kaloryczne, ociekające tłuszczem tortas. W połączeniu z yerba mate stanowią one idealny podwieczorek na szare dni.

Tradycja ta najprawdopodobniej wywodzi się z kręgu kultury gauchos – urugwajskich chłopów. To właśnie oni w deszczowe dni mieli w zwyczaju smażenie placków i tak już zostało do dziś. Inne głosy twierdzą, że jest to tradycja kreolska, czyli białych potomków kolonizatorów urodzonych na terenie Ameryki Łacińskiej.

Przepysznym i godnym polecenia urugwajskim deserem jest okrągłe ciastko alfajor z „piaskowej” masy, przekładane jedną bądź dwiema warstwami dulce de leche, czekoladą, dżemem lub kremem. Całość oblana jest ciemną lub białą czekoladą. Odmian jest bezliku, ale największym hitem są te z karmelowym dulce de leche. Palce lizać!

Zachód słońca na Rambli

Ulubionym miejscem spotkań i spacerów mieszkańców Montevideo jest Rambla, czyli ponad dwudziestokilometrowy nadrzeczny bulwar ciągnący się wzdłuż wybrzeża, poprzecinany piaszczystymi plażami. Bez wątpienia jest to jedno z najbardziej magicznych miejsc stolicy Urugwaju o każdej porze dnia. Rankami i wczesnym przedpołudniem Rambla staje się scenerią dla biegaczy, rowerzystów, spacerowiczów i plażowiczów.

zachod-slonca
Zachód słońca nad brzegiem La Platy

Natomiast po południu bulwar nad rzeką La Plata zalewa wielobarwny, tłumny korowód – kiedy tylko świeci słońce, na Ramblę wychodzą dosłownie wszyscy! Czasem jest tak gęsto, że trudno przebić się przez ten spacerujący tłum. Zjawisko to zadziwia o tyle, że nawet w dzień roboczy ma się wrażenie, że całe miasto ma wolne. Tak właśnie spędzają wolny czas mieszkańcy Montevideo – po pracy po prostu odpoczywają przy spektakularnych zachodach słońca, w miłym towarzystwie i oczywiście popijając mate.

Generalnie Urugwajczycy kochają spędzać czas na świeżym powietrzu: bawią się z dziećmi, popijają mate, spotykają się ze znajomymi, uprawiają sport, robią grilla (słynna parilla), odpoczywają pod palmą…

Pójdź do słynnego Teatro Solís

Za rogiem Plaza de Independencia (Plac Niepodległości) znajduje się najstarszy teatr w Urugwaju – Teatro Solís. Po raz pierwszy otwarto jego drzwi dla publiczności w 1856 roku. Jego wnętrze przypomina klasyczne teatry europejskie: scena, widownia w kształcie podkowy, kila pięter z balkonami, dominuje czerwień oraz bogate zdobienia. Przy pierwszej wizycie wrażenie jest ogromne.

Teatro Solis tuż przed spektaklem
Teatro Solis tuż przed spektaklem

Istnieją dwie formy zobaczenia teatru od środka. Pierwszą z nich jest wizyta z przewodnikiem za 40 UYU (ok. 6 PLN), podczas której można poznać historię założenia teatru i zasady jego funkcjonowania aż po dzień dzisiejszy, wejść do głównej sali oraz do sali kameralnej.

Drugim i znacznie przyjemniejszym sposobem na zwiedzenie teatru jest oczywiście zobaczenie jakiegoś spektaklu. Repertuar jest bardzo bogaty i nieprzerwanie w ciągu roku przyciąga rzesze widzów nazwiskami wyśmienitych aktorów i interesującymi scenariuszami na kanwie klasycznych i nowoczesnych utworów teatralnych. Każdego tygodnia można wybrać spośród komedii, dramatu i koncertów orkiestry filharmonicznej. A co najbardziej zaskakuje? Bilet w dni robocze kosztuje tyle co kilogram pomidorów (75 UYU, czyli nieco ponad 10 PLN). W weekendy będzie to podwójny wydatek, czyli 150 UYU. Warto jednak zaopatrzyć się w wejściówkę na spektakle z kilkudniowym wyprzedzeniem, ponieważ cieszą się one tak wielkim powodzeniem, że ani jedno miejsce na widowni nie zostaje puste.

Polecam nawiązującą do szekspirowskiego Hamleta komedię Duda en gira oraz dramat o tematyce gauczowskiej – Barranca abajo. Jeśli hiszpański nie jest twoją mocną stroną, wybierz się po prostu na koncert orkiestry filharmonicznej.

Miłym akcentem związanym z historią teatru – która z resztą przetrwała do dnia dzisiejszego – jest niewielka latarnia umieszczona na dachu budynku Teatro Solís. Jej korzenie sięgają czasów, kiedy w Montevideo nie było jeszcze elektryczności i trzeba było znaleźć sposób na zawiadamianie mieszkańców o odbywającym się danego wieczoru spektaklu. A ponieważ budynek teatru był wówczas najwyższą budowlą miasta, na jego dachu zamontowano latarenkę, której ogień wskazywał na wieczorny spektakl.


Wszystkie zamieszczone na blogu teksty są mojego autorstwa, a więc moją własnością, i nie zgadzam się na ich kopiowanie i wykorzystywanie bez mojej pisemnej zgody (Ustawa z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych). All rights reserved

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *