Mapa podróży

Opowieści z krainy jezior i lasów – „Ruta de los 7 lagos”

Malownicze wysokogórskie pejzaże, pokryte grubymi czapami śniegu szczyty chilijskich Andów, wiekowe lasy, idealnie błękitne niebo przeglądające się w kryształowych wodach jezior, plaże o białym i miękkim jak mąka piasku… Tak, istnieją jeszcze na Ziemi miejsca, gdzie można swobodnie odetchnąć pełną piersią i zachwycać się majestatycznym dziełem natury z wysokości zarezerwowanej dla andyjskich kondorów. Jesteśmy w Patagonii, argentyńskiej krainie jezior.

Ten iście alpejski, swojski świat rozciąga się od miejscowości Neuquén do Trevelín. Na krótką chwilę zapominam, że znajduję się na drugiej półkuli – w Europie mamy pod dostatkiem takich cudownych, górskich krajobrazów. Kręcę głową na cztery strony świata i kilka egzotycznych szczegółów natychmiast przypomina mi, że znajduję się w innym, dalekim świecie. Zza każdego zakrętu wyłania cię coraz to bardziej malownicza zatoczka, okazalsza ściana skalna czy rażąca w oczy turkusem wodna toń ukrytych między starymi jak świat drzewami jezior, będących pamiątką po plejstoceńskim lodowcu, który miliony lat temu obsunął się ze zboczy wysokich Andów i nakreślił ten malowniczy pejzaż.

Brzegi czystych jak łza jezior i lagun stanowią idylliczną scenerię dla niezliczonych kempingów, zarówno tych wysoce zorganizowanych, oferujących luksusy takie jak ciepła woda, jak i zupełnie dzikich, w których można zaszyć się na wiele dni i zapomnieć o bożym świecie, rozkoszując się świergotem ptaków, delikatnymi promieniami słońca, przejrzystością krystalicznych wód i szumem wszędobylskiego patagońskiego wiatru. Jezior tu tyle, że trudno się zdecydować, w którego lodowatych wodach zamoczyć nogi.

Jeziora argentyny

Szlakiem siedmiu jezior, czyli Ruta de los 7 Lagos

Krótko po wjeździe do upragnionej Patagonii docieramy do malowniczej miejscowości ukrytej u stóp stożkowatych gór – San Martin de los Andes, spowitej w drewnianej otoczce rozsianych po zielonym lesie domów i domków o spadzistych dachach. Jest koniec grudnia i choć sezon turystyczny jeszcze się nie rozpoczął, miasteczko zalała już pierwsza fala turystów. To właśnie tu ma swój początek niezwykle popularna wśród argentyńskich wczasowiczów „trasa siedmiu jezior”, stanowiąca fragment legendarnej, będącej marzeniem podróżników z całego świata drogi Ruta 40, która na wskroś przecina Argentynę, od południowego krańca tuż przy Ziemi Ognistej aż do granicy z Boliwią na północy. Magiczny trakt widokowy rozpościera się na odcinku 110 kilometrów i łączy ze sobą dwa górskie miasteczka: San Martin de los Andes i Villa La Angostura.

Chociaż kraina siedmiu jezior stanowi jeden z najpopularniejszych kierunków turystycznych argentyńskiej Patagonii i na każdym kroku lokalne interesy prześcigają się w serwowaniu marketingowej papki, jest to jednocześnie jedno z najbardziej urzekających spokojem miejsc Ameryki Południowej. Wystarczy oddalić się o kilkaset metrów od hałaśliwego, turystycznego centrum, wybrać nieco bardziej wymagające ścieżki trekkingowe i tłumy znikają jak za dotknięciem magicznej różdżki. Nagle pozostajesz tylko ty i dziewicza przyroda.

W rzeczywistości na trasie Ruta de los 7 Lagos jezior jest znacznie więcej niż siedem. Momentami mam wrażenie, że są ich tysiące. Nie wiadomo, gdzie kończy się jedno a zaczyna drugie. Aby dotrzeć do tych nieco bardziej ukrytych, trzeba pożegnać się z asfaltem i szutrowymi dróżkami przedostać się do wtulonych między zieloną gęstwinę lasu rajskich lagun.  Czasem nachodzą mnie wątpliwości, czy nadal jestem w Patagonii, czy może już na Karaibach… Zaczynajmy odliczanie: 7 najpiekniejszych jezior!

1. Jezioro Lacar

Jezioro Lacar

Pierwsze jezioro na trasie w kierunku z północy na południe. 49 km2 turkusowej wody, nad brzegami której kwitną wielobarwne drewniane domki wypoczynkowej miejscowości San Martin de los Andes. Im dalej od kurortu, tym spokojniej i piękniej.

2. Jezioro Hermoso

Jezioro Hermoso

Po hiszpańsku „piękne jezioro” – nic dodać, nic ująć. Kamienna plaża, lodowata woda, srogie góry na horyzoncie, absolutna cisza… Aby dotrzeć do tego akwenu trzeba zjechać z głównej drogi i w tumanach kurzu pokonać kilkanaście kilometrów.

3. Jezioro Falkner

Jezioro Falkner

Jezioro Falkner mnie urzekło najbardziej ze wszystkich. Wielkie skupiska trzcin wynurzają się niczym chorągiewki na brzegu, otoczone andyjskim lasem patagońskim notofagus. Nawet w smutny, deszczowy dzień wody tego jeziora skrywają w swych głębinach coś magicznego, czego mimo usilnego wpatrywania się w falujące lustro tafli umysł nie jest w stanie odgadnąć.

4. Jezioro Villarino

Jezioro Villarino

Roztacza się u stóp ośnieżonych szczytów. Na przeciwległym brzegu splecione ze sobą chude i długie pnie tworzą mur ochronny przed wiatrem. Pośród trzcin i traw raz po raz bezszelestnie przemykają się kajaki lub małe, rybackie łódeczki.

5. Jezioro Escondido

Jezioro Escondido

Escondido po hiszpańsku oznacza “ukryty”. I rzeczywiście, w oddali, za rozłożystą kurtyną drzew można dostrzec turkusowe wody jeziora. Dojście do brzegu jest trudne, trzeba przebić się przez leśną gęstwinę, by w końcu na krótką chwilę stać się częścią magicznego, rajskiego krajobrazu.

6. Jezioro Correntoso

Jezioro Nahuel Huapi

Krajobraz, w który wkomponowane jest jezioro różni się od pozostałych, jest jedyny w swoim rodzaju. Leniwie wypasające się owce, pluskające się kaczki, intensywny zapach obrzuconych kwieciem gęstych drzew. Wysoko spowite we mgle szczyty, na których wyleguje się wieczny śnieg. Lodowate wody jeziora Correntoso łączą się z błękitną tonią Nahuel Huapi za pomocą krótkiego, zaledwie 200-metrowego tunelu rzecznego o tej samej nazwie – Río Correntoso.

Olbrzymie jezioro Nahuel Huapi

Widok na jezioro Nahuel Huapi

Jezioro Nahuel Huapi – nazwane przez miejscowych Indian „tygrysią wyspą” – jest ogromne. Rozciąga się na powierzchni równiej obszarowi, jaki zajmuje wielomilionowy moloch Buenos Aires – 557 kilometrów kwadratowych. Niewątpliwie największą atrakcją nie tylko jeziora, ale całego obszaru Parku Narodowego Nahuel Huapi jest wyspa Victoria, na której schronienie znalazł jeden z najstarszych i najczystszych lasów typowych dla Patagonii drzew arrayan – patagońskich mirtów. Ich silnie poskręcane i powyginane na wszystkie strony pnie w kolorze cynamonu przyciągają rzesze ciekawskich o każdej porze roku. Każdy chce, choć przez krótką chwilę, dotknąć jedwabistych i zimnych konarów. Podobno mają magiczną moc…

Drzewo arrayan

U północnego brzegu Nahuel Huapi, w niewielkiej miejscowości Villa La Angostura teoretycznie kończy się turystyczny korytarz przez argentyńskie pojezierze. Tylko teoretycznie, ponieważ polodowcowe laguny zdobią krajobraz jeszcze przez kilkaset kilometrów dalej na południe. Z drugiego krańca tej olbrzymiej tafli wody radośnie pozdrawiają drewniane zabudowania najsłynniejszej miejscowości wypoczynkowej, mekki miłośników zimowego szaleństwa z całej Ameryki Południowej – San Carlos de Bariloche.


Wszystkie zamieszczone na blogu teksty są mojego autorstwa, a więc moją własnością, i nie zgadzam się na ich kopiowanie i wykorzystywanie bez mojej pisemnej zgody (Ustawa z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych). All rights reserved

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *