Dziennik podróży

Tydzień 12: Drzewa-dinozaury parku Los Alerces

Spękane, łuszczące się długimi płatami pnie zdradzają wiek potężnych drzew los alerces. Sześćset, tysiąc a może trzy tysiące lat? Najstarszy staruszek stoi na tu od ponad trzech tysiącleci i wygląda na to, że utrzyma się w pionie jeszcze przez kilka następnych wieków. Wysoki, potężny, imponujący, stary jak świat… Cyprys patagoński.

Dla wielu Park Narodowy Los Alerces jest jednym z najpiękniejszych miejsc Patagonii. Malowniczo usytuowany tuż pod granitowymi schodami Andów z jednej strony i rozległymi równinami suchych i kolczastych pampasów z drugiej. Pełen dziewiczych i malowniczych zakątków kusi przygodą i dotarciem do jądra tajemnicy ewolucji.

Mroczny, wiecznie wilgotny waldywijski las, rozciągający się na powierzchni 263 hektarów, skrywa w swym zielonym sercu niesamowite pomniki przyrody oraz jest domem dla wielu zagrożonych wyginięciem gatunków roślin i zwierząt. Otwiera się on przed nami kilkunastoma szlakami spacerowymi, pośród których dumnie strzelają w niebo grube, głęboko popękane pnie jednych z najdłużej żyjących drzew naszej planety. Stając przed osiągającym średnicę nawet czterech metrów pniakiem, trzeba zadrzeć głowę bardzo wysoko do góry, aby objąć wzrokiem rozłożystą koronę tego kolosa. Nie bez powodu nosi on miano „sekwoi południa”. Tutaj, w Patagonii, jednak wszyscy znają te szpilkowe endemity pod nazwą alerces, czyli cyprysów patagońskiech (fitzroya cupressoides).

Olbrzym alerce
Park ma na celu ochronę zagrożonych wyginięciem endemicznych cyprysów patagońskich, gigantycznych przedstawicieli andyjsko-patagońskiej flory. Drzewa te rosną powoli, zaledwie kilka centymetrów w ciągu 20 lat. Ich czerwonobrązowa kora jest silnie spękana, zupełnie jakby ktoś próbował obedrzeć pień z pokrywającej go wierzchniej warstwy.

Życie pośród plątaniny drzew

Stare fitzroje cyprysowate rosną tu w przepięknej scenerii jezior, rzek, strumyków, wodospadów. Obok nich pejzaż wyściełają rozległe lasy bukanów południowych z rodziny nothofagus: lenga, coihue, radale, ñire, patagońskie dęby oraz niezwykłe mirtowce arrayanes. Wszystkie razem tworzą dorodny gąszcz, pośród którego bezszelestnie przemyka duch południowych lasów – najmniejszy jelonek świata, pudu. W oddali nieustannie rozbrzmiewa wytrwałe stukanie dzięcioła, echem roznosi się głośne jazgotanie licznych tu ibisów, a nad głową do leśnej gawędy włącza się delikatny szelest skrzydeł szybujących w przestrzeni kondorów. Gdzieniegdzie, w najciemniejszych zakątkach parku można dostrzec złociste oczy pumy lub szybko przemykający zarys płowego, wielkiego kocura. Z kolei krystalicznie czyste wody jezior i rzek dają schronienie tysiącom tęczowych pstrągów i łososi. Zachowane w jednej z jaskiń naścienne malowidła zdradzają, że człowiek był świadkiem kiełkowania najstarszego cyprysu tego parku.

Spokojna, zielona przystań

Zielona przystań

Usytuowany na skraju Argentyny park starych cyprysów stanowi idealne miejsce na odpoczynek od świata. Liczne ścieżki i szlaki spacerowe zapraszają do bliskiego kontaktu z dziewiczą, niesamowitą przyrodą. Kajak, wędka, leżak, czyste powietrze, kryształowa woda… Czegóż więcej chcieć w miejscu, do którego nie dociera zasięg operatorów sieci komórkowej? Nie ma tu nic, a jednocześnie jest wszystko, czego potrzeba do szczęścia.

Nad brzegami jezior rozsiadły się sympatyczne kempingi, które tętnią życiem tylko w weekendy.  Przez resztę dni panuje tu absolutna cisza, którą od czasu do czasu zakłóca jedynie rozbijający namiot wędrowiec długiego andyjskiego szlaku Huella Andina.

Źrenica robi się coraz większa i większa, rozlewając się czarną kroplą na kolorowej, okrągłej tęczówce oka. Straszliwa noc stopniowo staje się znajoma i przyjacielska. To, co jeszcze przed momentem było złowrogą ciemnością, teraz przybiera kształty pni i konarów, przez które przebija atramentowe niebo.

W oddali słychać nieme trzaski tlącego się żaru, który raz po raz rozbłyskuje czerwienią, by znów zastygnąć w ciemnoszarym popiele. Niepewne stopy Ofelii szukają drogi powrotnej pośród wysokich traw wyłaniających się z wilgotnej i miękkiej ziemi. Gdy grunt pod delikatnymi stopami zaczyna się osuwać i zatapiają się one w gęstym piasku, serce dziewczyny zaczyna walić jak szalone. Resztki odwagi rozpływają się niczym mrok po leśnej gęstwinie.

Podnosi wzrok i staje twarzą w twarz z ogromnym jeziorem, w którego wodach odbijają się owiane śnieżnym welonem wierzchołki gór oraz tysiące gwiazd i mleczne plamy odległych galaktyk. Widok ten urzeka ją i odpręża. To rozkoszne uczucie trwa zaledwie kilka sekund, skąpanych w głębokiej, nieprzeniknionej ciszy. W tym momencie nie istnieje ani wiatr, ani dźwięki, ani kolory. Świat wydaje się niezniszczalny. Wpatruje się w niego niczym w teatralną dekorację i pyta się w myślach czy to, co ukazuje się jej oczom, jest prawdziwe. Nieświadoma wszystkiego, pozwala ciszy zawładnąć całą sobą. Wzdycha głęboko a następnie wstrzymuje tchnienie, by przez chwilę stać się częścią tej nieprzemijającej wieczności. By wtopić się w otoczenie i stać się jego nieuchwytną i nieosiągalną cząstką.

W naszym świecie to zaledwie kilka sekund, dla Ofelii – cała wieczność.

Znienacka ciszę przerywa trzask suchej gałązki, który na moment przywraca logikę życia, świadomość upływu czasu, poczucie słabości i ulotności ludzkiego istnienia. Ofelia bez namysłu bierze głęboki oddech, by znów zagłębić wzrok w mętnych wodach jeziora i ponownie zatopić się w stanie ponadczasowości… Lecz nie potrafi przywołać uczucia sprzed sekundy. Ani ona, ani jezioro nie są już takie jak chwilę temu.

Dziwne uczucie pieści jej szyję i zmusza do odwrotu. Za jej plecami znów panuje ciemny, nieodgadniony mrok. Jej oczy, zaprzyjaźnione z delikatnym blaskiem tafli jeziora, nie potrafią namalować na ciemnym tle zarysów lasu. Po drugim, pełnym wysiłku mrugnięciu bezkresne źrenice spotykają się z dwoma czerwonymi ognikami, które spośród leśnej gęstwiny obserwują ją nieruchomo. Skamieniała ze strachu Ofelia czuje, że zbliża się kolejna wieczna chwila. A może tym razem nie tylko chwila…

Las parku los alerces

El último bosque, O. J. Moshe, tłumaczenie z hiszpańskiego A.K.

Kolejny kierunek: Lodowcowy Park Narodowy

Stan licznika: 8380 km


Wszystkie zamieszczone na blogu teksty są mojego autorstwa, a więc moją własnością, i nie zgadzam się na ich kopiowanie i wykorzystywanie bez mojej pisemnej zgody (Ustawa z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych). All rights reserved

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *