Dziennik podróży

Tydzień 8-10: W alpejskim sercu Patagonii

Chociaż nadal doskwiera straszliwy upał, tuż po przekroczeniu niewidzialnej granicy Patagonii w twarz uderza powiew ciepłego wiatru, będącego zapowiedzią rychłej zmiany pogody. Na przestrzeni kilkuset następnych kilometrów przez pampasy temperatura spada o kilkanaście stopni. Z każdą kolejną godziną promienie słońca stają się coraz delikatniejsze, a zmęczone ogromnym upałem ciało powoli zaczyna ożywać. Po około 550 kilometrach krajobraz diametralnie się zmienia – żółte, suche, stepowe dywany stopniowo ustępują miejsca ogromnym połaciom zielonych lasów, a daleko na horyzoncie wyłania się biała kopuła wulkanu Lanín.

Droga w Patagonii

Nagle, zupełnie jak za sprawą czarodziejskiej różdżki, los rzuca nas w samo serce alpejskich pejzaży. Do Alp jednak daleko, nadal jesteśmy w Patagonii, w jej najbujniejszym, najbardziej zielonym zakątku. Najbliższe miasteczka różnią się od tych, które mijaliśmy dotychczas: nie mają w sobie nic z zapyziałych argentyńskich dziur, a wręcz przeciwnie – tryskają nowoczesnością i iście europejskim charakterem. Przed zmrokiem docieramy do bram Parku Narodowego Lanín i do San Martín de los Andes – urokliwego i bardzo turystycznego, górskiego miasteczka. Idealne miejsce na świąteczny odpoczynek!

Północna brama do Patagonii: San Martín de los Andes

San Martín de los Andes to mały, ukryty pomiędzy górami i lasami całoroczny turystyczny kurort. W najwyższym sezonie ściągają do niego ogromne zastępy argentyńskich, chilijskich i brazylijskich wczasowiczów, którzy cenią sobie bliski kontakt z przyrodą, przyjemne temperatury i aktywny wypoczynek. Miasteczko zostało założone w 1898 roku w dolinie zamieszkałej przez tubylcze plemiona Indian Mapuczów i Pehuenches. U schyłku XIX wieku niewielka grupka kolonizatorów postawiła w tym miejscu małe osiedle kilku drewnianych domków i zainicjowała w ten sposób dynamiczny rozwój miasteczka. To właśnie przez najbliższych kilkadziesiąt lat ten naturalny budulec stanowił podstawę gospodarki całego regionu, aż do lat 40. XX wieku, gdy odkryto ogromny, turystyczny potencjał zielonej części Patagonii, której pięknem można się zachwycać bez względu na porę roku. W latach 70. nieopodal San Martín de los Andes powstał znany dziś w całym kraju ośrodek narciarski – Chapelco. Obecnie region żyje wyłącznie z wpływów z turystyki.

Mimo kurortowych cen i europejskiej atmosfery, miasteczko jest bardzo urokliwe i przyjemne. Wszędzie kwitną setki róż, a ich delikatny zapach nieustannie unosi się w powietrzu. Ulice, ogródki, domki, parki… wszystko perfekcyjnie wypacykowane. Wystarczy powierzchowny rzut oka, by odgadnąć, że pierwszymi imigrantami na tym terenie byli Niemcy, Szwajcarzy i Włosi. Parterowa zabudowa po obydwu stronach głównej ulicy Avenida San Martín skrywa w swych drewnianych wnętrzach dziesiątki biur turystycznych, sklepów z markową odzieżą sportową, restauracji i kawiarni. Turyści ze wszystkich zakątków świata bardzo chętnie do nich zaglądają i ze smakiem pochłaniają marketingową papkę, serwowaną tu na każdym kroku. W powietrzu, oprócz różanej woni, czuć mieszaninę kultur i słodki aromat gorącej czekolady. A sam fakt, że założycielami najlepszej pijalni czekolady w mieście byli Polacy, sprawia, że smakuje ona jeszcze lepiej.

Swojsko brzmiąca „Mamusia” była pierwszą kawiarnią w San Martín de los Andes, która już w 1972 roku serwowała czekoladę z prawdziwego zdarzenia – domowej roboty i przepyszną. Sekret magicznej receptury należał do Marii Fularskiej – imigrantki z Polski – która pracując na świetlicy w chłodne dni przygotowywała swoim podopiecznym pożywny, gorący napój. Wieść o cudownie słodkiej czekoladzie szybko rozeszła się po całej okolicy i tak oto pośród odległych górskich szczytów powstała pierwsza czekoladziarnia. Od tego czasu, wraz z dynamicznym rozwojem turystyki, miejsce to stało się niemal obowiązkowym i najsłodszym przystankiem na trasie po argentyńskim pojezierzu. Obok czekolady bezkonkurencyjne są również mamusine lody.

Miasteczko San Martin de los Andes

Bez wątpienia największą atrakcją miasteczka San Martín de los Andes nie jest ani jego architektura, ani atmosfera górskiego schroniska, lecz okolica, w jakiej się znajduje. Usytuowane nad ciemnoniebieską taflą jeziora Lácar stanowi idealną bazę wypadową do pobliskich plaż, lasów, gór, kaskad, strumyków, jezior oraz stanowi początek niezwykle malowniczej trasy brzegami siedmiu jezior.

Gdy tylko pogoda pozwala, można zrelaksować się na plaży Catritre, obejrzeć panoramę miasteczka wspinając się na jeden z kilku punktów widokowych, wybrać się na długą włóczęgę leśnymi ścieżkami, wygrzać się na białym piasku rajskiej plaży Quila Quina i poznać kulturę Indian Mapuczów, dotrzeć do pieniącego się białym puchem wodospadu Chachín, rozkoszować się piknikiem z widokiem na ośnieżony czubek wulkanu Lanín, skryć się pod zielonym parasolem wilgotnej selwy waldywijskiej w Hua Hum tuż przy granicy z Chile, przemknąć kajakiem pomiędzy wyłaniającymi się z głębin jeziora wysepkami, przemierzyć w siodle najpiękniejsze zakątki Parku Narodowego Lanín, spędzić długie, wypełnione absolutną ciszą godziny z wędką w ręku, przemierzyć wszerz i wzdłuż tajemniczy las wiekowych araukarii, przespacerować się korytem zastygłej lawy w okolicach Escorial, wziąć leczniczą kąpiel w gorących wodach termalnych Lahuen Co lub skoczyć do lodowatej, lecz czystej jak łza wody jeziora Lácar.

Jezioro Lacar

Gdy tylko zapadnie zmierzch, nad miasteczkiem unosi się delikatną mgłą zapach palonego drewna, zmieszany z aromatem smażonego mięsa. Liczne restauracje rozbłyskują kolorowymi światełkami, na rożnach rozpinają się torsy oskubanych ze skóry jagniąt. Nietrudno odgadnąć, że tego roku na Wigilię nie będzie karpia, lecz soczysty kawał mięsa w sosie musztardowym i kieliszek jedynego w swoim rodzaju patagońskiego wina, a za oknem zamiast śniegu – różane krzewy, drzewa-dinozaury i choinka z plastikowych butelek po coca-coli.

Trasa siedmu jezior – Ruta de los 7 lagos

Trasa siedmiu jezior to malowniczy szlak turystyczny wijący się przez 110 kilometrów pomiędzy wyżłobionymi tysiące lat temu zielonymi, szmaragdowymi i turkusowymi taflami polodowcowych jezior Patagonii. Obecnie droga ta stanowi najbardziej „europejski” fragment legendarnej Ruty 40, którą dawno temu – gdy jeszcze nie położono tu asfaltu – przemierzał na Che Guevara, Bruce Chatwin oraz wielu innych niestrudzonych podróżników i poszukiwaczy świętego spokoju, dziewiczego piękna i niecodziennych przygód. Dziś brzegi siedmiu jezior jak magnes przyciągają południowoamerykańskich wczasowiczów, kusząc przyjemnym klimatem, rajskimi plażami, wiekowym andyjskim lasem patagońskim, górskimi przygodami i oszałamiającymi punktami widokowymi.

Jak wskazuje nazwa regionu, jezior jest tu siedem, tych przy głównej drodze: Machónico, Villarino, Falkner, Escondido, Espejo, Correntoso, Nahuel Huapi. Jakby zliczyć te na peryferiach drogi krajowej nr 40 i wszystkie odnogi, byłyby ich dziesiątki. Wszystkie z nich są piękne, malowniczo położone, niepowtarzalne, a ich wody rozbłyskują idealnie przejrzystymi kropelkami niczym najcenniejszy kryształ: ciemnoniebieskie, turkusowe, szmaragdowe, granatowe, mlecznobłękitne, seledynowe – w zależności od pogody oraz pory dnia i roku. Otaczająca je leśna gęstwina skrywa pod swym zielonym parasolem masę szlaków górskich, tajemniczych dróżek, kempingów i soczyście zielonych łąk. Czyste powietrze i odurzająca woń bukowych lasów zachęcają do aktywnego wypoczynku. Na przyjezdnych czekają tu kajaki, rowery, łodzie, trekkingowe ścieżki i niezliczone ilości grillów i miejsc na rozpalenie ogniska… Wszystko, czego potrzeba, by w przepięknej górskiej scenerii odkryć najprzyjemniejszą stronę życia.

Jezioro Villarino
Nad brzegami patagońskich jezior czas zwalnia swój bieg, tutaj zegarki nie znajdują zastosowania – rytm życia wyznacza natura oraz fizyczne zmęczenie długimi leśnymi włóczęgami.

Północnym krańcem trasy siedmiu jezior jest miasteczko San Martín de los Andes, a południowym – Villa la Angostura. Pomiędzy nimi znajdują się tylko lasy i wpięte w nie niczym broszki różnobarwne jeziora. Nie ma tu sklepów ani restauracji, są za to liczne kempingi i pola namiotowe, które wciągnęły nas w zielony gąszcz na dobre dwa tygodnie. Każdego dnia inne jezioro, inna plaża, inny szczyt, inni ludzie, inna pogoda, inne widoki… Krótko mówiąc – wakacje w podróży. Uciekające wraz z patagońskim wiatrem kartki z kalendarza przypominają jednak, że czas ruszyć dalej.

Villa de Angostura

Villa la Angostura to kolejne miasteczko wyjęte z bajki. Malowniczo położone nad brzegami dwóch jezior – Correntoso i gigantycznego Nahuel Huapi – kusi alpejską atmosferą, urokliwym lasem fantazyjnych drzew mirtowych i ścieżkami pośród dziewiczej przyrody. W tym dwusezonowym kurorcie turystycznym cała marketingowa oferta mieści się na jednej, głównej ulicy. To tu, rzędem jedna obok drugiej, stoją restauracje, knajpki, kawiarnie, czekoladziarnie, agencje turystyczne, wypożyczalnie rowerów i kajaków.

Ruta de los 7 lagos

Największym skarbem jeziora Nahuel Huapi jest jeden z największych i najczystszych lasów niezwykle urokliwych drzew arrayan, wystrojonych o tej porze roku w eleganckie, odurzające swym intensywnym zapachem, białe kwiaty. Taneczny spektakl powyginanych rudokorych pni można podziwiać na samym środku jeziora Nahuel Huapi, na malowniczej wyspie Isla Victoria, do której brzegów docierają łodzie zarówno z malusieńkiego portu Villa de Angostura, jak i ze znajdującego się po przeciwnej stronie ciemnoniebieskiej tafli turystycznego sanktuarium San Carlos de Bariloche.

Drzewko arrayan
Obsypane kwieciem drzewko arrayan (Luma apiculata)

Kolejny kierunek: Esquel – ostatni przystanek starego ekspresu patagońskiego

Stan licznika: 8006 km

♥ Polecam film „Dzienniki Motocyklowe”, który opowiada perypetie Ernesta Guevary podczas jego pierwszej i obfitującej w konsekwencje motocyklowej wyprawy w głąb niesprawiedliwie urządzonego świata Ameryki Łacińskiej. Ponad dwugodzinna lekcja historii w przepięknej scenerii, nie tylko patagońskiej.


Wszystkie zamieszczone na blogu teksty są mojego autorstwa, a więc moją własnością, i nie zgadzam się na ich kopiowanie i wykorzystywanie bez mojej pisemnej zgody (Ustawa z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych). All rights reserved

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *