Kulturowy kocioł / Mapa podróży

Wanda z dżungli, Częstochowa i szlachetne kamienie

Jak to się stało, że w sercu tropikalnej argentyńskiej prowincji Misiones znajduje się kościółek pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej? Skąd wzięli się Polacy w południowoamerykańskiej dżungli? Kim była Wanda i dlaczego „polska” yerba mate jest jedną z najlepszych na świecie? Spacer po niewielkiej mieścinie Wanda rozwiewa wszystkie wątpliwości.

Egzotyczna Wanda, na głównej trasie do wodospadów Iguazu

Przy drodze krajowej RN12, na trasie wiodącej do wodospadów Iguazu, znajduje się niewielka miejscowość o polsko brzmiącej nazwie Wanda. Rzeczywiście, wystarczy jedno spojrzenie, by zdać sobie z sprawę z tego, że jesteśmy w ostoi polskości. Już przy wjeździe do miasta obok hiszpańskiego bienvenidos wielkimi literami maluje się swojskie „witamy”, a tuż przy tablicy stoi typowy drewniany polski wóz (hiszp. carro polaco). Kilkaset metrów dalej wzrok przykuwa drewniany kościół „Częstochowa”. Polska wioska tak daleko od domu? Bez chwili wahania wyskakujemy z samochodu i postanawiamy odkryć sekret Wandy.

Witamy w Wandzie
Znak wjazdowy do Wandy zdradza polskie korzenie jej mieszkańców

Sprawa komplikuje się już przy pierwszym kroku – teorie na temat nazwy miasteczka są podzielone. Według napotkanych mieszkańców Wanda powstała na cześć legendarnej córki Kraka, która nie zgodziła się na małżeństwo z niemieckim księciem i z rozpaczy rzuciła się do Wisły. Inną wersję podają jednak archiwa – miasteczko zostało nazwane Wandą na cześć starszej z córek marszałka Józefa Piłsudzkiego. Kto jednak w Argentynie zapamiętałby, kim był polski bohater narodowy i nie połamałby sobie języka przy próbie wymówienia jego nazwiska? Ostatecznie wygrywa opowieść o księżniczce Wandzie, co nie chciała Niemca – jest przyjemniejsza dla ucha i rozbudza wyobraźnię o dalekim kraju przodków.

Nowo powstały kraj Argentyna kusi rajskim życiem

Okazuje się, że Wanda jest tylko jedną z „polskich” osad w argentyńskiej prowincji Misiones. Pierwsi wychodźcy z naszego kraju zaczęli napływać do Argentyny już w pierwszej połowie XIX wieku na zaproszenie rządu tego kraju w ramach programu emigracyjnego, głównie po upadku powstań: listopadowego, a następnie styczniowego. W ostatniej dekadzie XIX stulecia miał miejsce masowy exodus rolników ze wschodniej Małopolski, w wyniku którego ojczyznę opuściło tysiące rodaków.

Uciśnionym przez niszczycielską politykę zaborców Polakom Argentyna jawiła się jako istny raj na ziemi, gdzie można było rozpocząć nowe życie w dostatku i spokoju. Do wyjazdu gorąco zagrzewali agenci i niemieckie biura pasażerskie, które kusiły tanią ziemią, brakiem podatków i wielką egzotyczną przygodą. Według założeń programu emigracyjnego każdy nowy osadnik miał dostać: ziemię, materiał na dom, nasiona, troje prosiąt i trzy kury. Nie ma się co dziwić, że wielu Polaków sprzedało cały swój dobytek i z kilkoma tobołkami udało się w ponadmiesięczny, bezpowrotny rejs na drugą stronę globu w poszukiwaniu lepszej przyszłości.

Nasi rodacy zasiedlali głównie puste tereny na północy kraju, które po wypędzeniu jezuitów w 1768 roku stały się „ziemią niczyją”. Misiones to jedna z najmniejszych argentyńskich prowincji, pas ziemi wciśnięty pomiędzy Brazylię i Paragwaj, który od wieków stanowił scenerię dla wielu wojen przygranicznych, anarchii i przemocy. Nowo przybyli osadnicy nie wierzyli własnym oczom, gdy patrzyli na tereny, na jakich przyszło im zamieszkać. A przecież miało być tak łatwo i pięknie…

Czerwona ziemia Misiones
Czerwona ziemia bazaltowego masywu Brasilia

Rzeczywistość okazywała się zupełnie inna od wyobrażeń o amerykańskiej ziemi obiecanej. Pierwsi wychodźcy opuszczali statek w Buenos Aires, a następnie płynęli prawie 1000 kilometrów w górę rzeki Parany. Podróż kończyła się w samym sercu dżungli, która wyrastała z czerwonej, nienadającej się pod uprawę gleby. Nietrudno wyobrazić sobie malujące się na twarzach emigrantów rozczarowanie i strach przed ogromem dzikiej, nieznanej przyrody. Nie było jednak odwrotu, powrót do kraju był niemożliwy i trzeba było zmierzyć się z nowym życiem. Warunki w Misiones były rzeczywiście trudne, a osadnicy byli zdani wyłącznie na własne siły: trzeba było wykarczować dżunglę, która odradzała się w błyskawicznym tempie; strachem napawały niebezpieczne zwierzęta zamieszkujące tropikalne lasy, takie jak pumy, kajmany, jadowite węże; poważnym problemem stały się atakujące uprawy kukurydzy śmiercionośne mrówki i gigantyczne gryzonie kapibary; nie znano lekarstw przeciw egzotycznym chorobom etc. Dzięki uporowi i ogromnej cierpliwości udało się z czasem założyć gospodarstwa i rozwinąć biznes rolny.

Początkowo nasi rodacy osiedlali się na rozległym pustkowiu w okolicach dzisiejszej miejscowości Apostoles. W 1898 roku zamieszkało tam 100 polskich rodzin, pod koniec roku 1900 było ich już 665, a 21 lat później na całym terenie prowincji Misiones Polonia liczyła około 10000 osadników. Wśród „polskich” wiosek, obok Apostoles, na wzmiankę zasługują również miejscowości Azara, Posadas czy Wanda.

Szychowski – nazwisko, które w Argentynie znają wszyscy

Yerba mate Amanda
Biało-czerwona barwa opakowań to nie przypadek

Około 1900 roku z Borszczowa do Apostoles dotarł dziesięcioletni Jan Szychowski wraz z rodzicami i rodzeństwem. Rodzina założyła na terenie Misiones gospodarstwo, które z biegiem lat, dzięki inżynieryjnej smykałce i kowalskich umiejętnościach Jana, rozwinęło się w potężną posiadłość La Cachuera. Po wielu latach niepowodzeń i rozczarowania Nowym Światem, rodzina odkryła sekret uprawy yerba mate, na którą dotychczas mieli monopol jezuici, i założyła plantację ostrokrzewu paragwajskiego. Produkowana przez Jana Szychowskiego yerba mate od kilkudziesięciu lat znana jest pod marką „Amanda” i obecnie plasuje się w czołówce światowych producentów mate. Dziś rodzinny interes znajduje się w rękach potomka Jana – Juana Alfredo „Pancho” Szychowskiego.

Wanda dziś

Miasteczko powstało w 1936 roku na fali emigracji z lat 1920-1939. Charakterystyczny dla Wandy jest drewniany kościółek z 1945 roku, pełen pamiątek kilku pokoleń osiedlających się tu Polaków.

Dla Argentyńczyków historia polskich osadników nie stanowi żadnej atrakcji i dla nich Wanda słynie przede wszystkim z kopalni szlachetnych kamieni, przypadkowo odkrytej w latach 90. ubiegłego stulecia. Jest to kopalnia odkrywkowa, otwarta dla zwiedzających. Można więc dokładnie przyjrzeć się całemu procesowi wydobycia i szlifowania kamieni. Zaskakuje fakt, jak z czystej, niezbyt interesującej bryły powstaje prawdziwe dzieło sztuki. Tęczowymi mgiełkami mieni się bazalt, kwarc, topaz, agat, jaspis, ametyst, kryształ skalny.

Kamienie szlachetne z Wandy
Kamienie szlachetne z kopalni Wanda

Dziś na ulicach Wandy praktycznie nie słyszy się języka polskiego poza zdawkowym „dzień dobry” czy „jak się masz”. Nie ma się czemu dziwić, ojczysty język przodków jest tu nieprzydatny i młode pokolenie nie ma żadnej motywacji do jego nauki, brakuje żywego pomostu łączącego argentyńską dżunglę z odległym krajem pradziadków. Miło jednak przypadkowo znaleźć polonijny akcent tak daleko od domu i choć na chwilę poczuć zapach prawdziwego chleba, a nie argentyńskiej rozpadającej się na miliony okruchów bułki.


Wszystkie zamieszczone na blogu teksty są mojego autorstwa, a więc moją własnością, i nie zgadzam się na ich kopiowanie i wykorzystywanie bez mojej pisemnej zgody (Ustawa z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych). All rights reserved

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *